//Śpiąca królewna, czyli o Królewiczu, który wyszedł po zapałki – ciąg dalszy!
krolewna i krasnoludki

Śpiąca królewna, czyli o Królewiczu, który wyszedł po zapałki – ciąg dalszy!

Chwilę trwało, aż całkiem pojął smutne swoje położenie. Ale że nie zwykł był długo się czymkolwiek przejmować, jął obmyślać, jakim by tu sposobem z owej opresji się wyzwolić.
Przyszło mu do głowy, że co będzie daleko Królewien szukał, skoro tam w łożu kryształowym leży świeżo rozbudzona o ustach bladoróżanych. Problem w tym, jak przekonać ją do złożenia obrzydliwego pocałunku. Ale i na to znalazł sposób. Pełen otuchy ruszył więc Królewicz (czytaj: płaz ohydny) do domku krasnoludków. W bajkach wszystko dobrze się składało, a królewny chętne były do całowania nawet najbardziej odrażających ropuch. Ale tu mogły być problemy, gdyż- jak się rzekło- bajka została fatalnie napisana. Królewicz postanowił jednak jak najszybciej zrealizować swój plan. Ułożył się wygodnie pod oknem w łopuchach i pilnie wypatrywał krasnoludków. Bez nich, niestety, jego plan mógłby nie wypalić. Było mu coraz bardziej obojętne, jak potoczą się dalsze jego losy, byle nie być już tą wstrętną żabą. Powoli zaczął oswajać się z myślą, że zostanie mężem Królewny. Już to zawsze lepiej, niż wiecznie pozostać ropuchą.
Gdy tak rozmyślał, mignął mu w trawie czerwony kubrak.
– Dobra nasza! – ucieszył się Królewicz. Przywołał skrzata, ale trochę trwało, nim się porozumieli. Krasnal nie mógł pojąć, że ta żaba to ten sam Królewicz, który niedawno całował Śpiącą Królewnę, już nie śpiącą. Gdy pierwsze zdziwienie minęło, zaczęły się układy. Nie poszło trudno, bo Królewicz nie chciał być żabą, a krasnoludki rade były skończyć dyżur przy łożu kryształowym. Pozostało tylko przekonać do pocałunku Królewnę. Królewicz miał przygotowany argument: on ją przecież pocałował pierwszy, inaczej spałaby wiecznie. Ale Królewna też nie była w ciemię bita. Zgodziła się złożyć pocałunek na zawrzodziałej mordzie ohydnego płaza, ale tylko pod warunkiem, że gdy nazad przemieni się w Królewicza, zostanie jej mężem. Królewicz brał pod uwagę taką ostateczność, toteż gdy wszystkie inne dowody wdzięczności zostały przez Królewnę odrzucone, przystał na małżeństwo. Wtedy Królewna nachyliła się nad płazem i swymi ustami bladoróżanymi złożyła pocałunek na żabim pysku. Czar prysł natychmiast, żadne wykręty nie mogły mieć miejsca, bo dzielne krasnoludki pilnie stały na straży, a i Królewna umiała dopilnować swego niestałego wybawcy. Otoczeni magią unoszących się jeszcze w powietrzu zaklęć nie dowierzali temu, co się stało. Królewna skorzystała z okazji i wymogła na przyszłym mężu obietnicę, że rzuci palenie. Krasnoludki zajęły się przygotowaniem hucznego weseliska.
Tym sposobem bajka została naprawiona, a Królewicz i Królewna żyli długo i szczęśliwie.

Sławomir Mrożek. Śpiąca królewna, czyli o Królewiczu, który wyszedł po zapałki