//Dlaczego światu potrzebni są starzy ludzie?
Joseph-Mallord-William-Turner Fishermen at Sea

Dlaczego światu potrzebni są starzy ludzie?

E. Hemingway, Stary człowiek i morze, Stary człowiek przy moście
Żyjemy w społeczeństwie, które podobno się starzeje. Dla niektórych jest to powód do formułowania ponurych hipotez na przyszłość, ale czytając opowiadania Ernesta Hemingwaya Stary człowiek i morze oraz Stary człowiek przy moście,  łatwo obronić tezę, że starzy ludzie są światu potrzebni. Santiago, tytułowy bohater pierwszego opowiadania jest rybakiem, człowiekiem, który przezwyciężył zmęczenie i własną słabość. Samotnie wypłynął na morze, by pokonać pech, który go ostatnio prześladował, by nareszcie złowić rybę. I udało się. Wymagało to wiele wysiłku, ale rybak udowodnił sobie, chłopcu, jego rodzicom, że upór i wytrwałość pozwolą osiągnąć cel. Postawa Santiago jest metaforycznym obrazem samotnej walki człowieka z losem. W walce tej liczy się hart ducha, siła woli oraz wielkie doświadczenie, które stary rybak zdobył podczas długiego życia. To nic, że rybę rozszarpały rekiny, że doholował tylko jej szkielet, ale nawet on był świadectwem wielkiego wysiłku i strasznych zmagań starego człowieka. Szkielet budził podziw nie tylko chłopca i wszystkich rybaków, ale także ludzi, dla których Santiago był starym, obcym człowiekiem. Taki przykład jest cenniejszy niż najdłuższe traktaty filozoficzne mówiące, jak żyć. Z postawy bohatera wynikają następujące wskazania: nigdy nie można się poddawać, trzeba pokonywać własne słabości, z uporem i konsekwentnie dążąc do celu. To do postawy Santiago odnoszą się słowa narratora: „Człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”. Codziennie należy więc potwierdzać gotowość stawiania czoła wyzwaniom losu.
Gdy rybak śpi i śni o lwach, u jego boku czuwa chłopiec Manolo, następca Santiago, nowe pokolenie „niepokonanych”.
Są jednak i inni starzy ludzie: bezradni, bezbronni, niedołężni. Taki jest bohater opowiadania  Stary człowiek przy moście. Jest wojna i z powodu nalotu mieszkańcy miasteczka zmuszeni są opuścić domy. On wyszedł ostatni, nie chciał zostawić bez opieki swoich zwierząt. Ma siedemdziesiąt sześć lat, przeszedł dwanaście kilometrów, jest wyczerpany, nie ma siły iść dalej (jest upalne hiszpańskie lato). Pozostawione zwierzęta były jedynymi bliskimi mu istotami, był samotny, nie miał nikogo, nie obchodziły go także koleje wojny, bo nie żywił żadnych poglądów politycznych. Pragnął w spokoju, razem ze swoimi podopiecznymi dożywać swoich dni. Wojna była dla niego tragedią, bezsensownym okrucieństwem. Dla wielu ludzi w jego sytuacji z pewnością także (nie przesadza się przecież starych drzew).
I  tacy starzy ludzie są światu potrzebni. Budzą naszą wrażliwość i domagają się swoją milczącą i pokorną postawą, by okazać im zainteresowanie, nie pozwolić odczuć samotności, pomóc zająć się tym, co wychodzi im najlepiej, czyli opiekować się innymi, choćby tylko zwierzętami. Będzie to sensem i radością ich życia. Nieraz już doświadczyli okrucieństwa, przeżyli wojnę, może nawet utracili wiarę w drugiego człowieka.